PR Sportowy

Public Relations w sporcie i Marketing Sportowy w praktyce

Jak sprawdzić skuteczność swoich działań?

Dodając nowy post na portalach społecznościowych najczęściej mamy określony cel. Raz jest to czysta informacja np. ze zdjęciem i zależy nam na dużym zasięgu, innym razem filmik, który promujemy, a czasem chcemy przede wszystkim, aby kliknięć w link, czyli przekierowań na naszą stronę, było jak najwięcej. Jak zatem sprawdzić ile naprawdę było kliknięć w dany link? Sposób jest bardzo prosty.

Jak to sprawdzić?

Idealną stroną do sprawdzania liczby kliknięć w dany link (czy na facebooku, twitterze czy nawet na stronie w treści artykułu) jest narzędzie do skracania adresów internetowych, czyli bitly.com.

Skrócenie adresu nie tylko pozwoli nam sprawdzić ile osób w niego kliknęło. Sprawia też, że adres strony docelowej jest ukryty i tym samym (teoretycznie) zachęca do sprawdzenia co się pod nim kryje (zakładam, że nasi śledzący, czy fani na facebooku wiedzą, że nie jesteśmy oszustami i nie boją kliknąć w tajemniczy link).

Brutalna prawda

Facebook teoretycznie dostarcza statystyki naszych działań. Jeśli mamy ponad 10,000 fanów, to nasz post powinien dotrzeć do 2000-4000, czasem 5000 osób, jeśli nie opłacimy dodatkowej promocji lub nie będzie to coś naprawdę wyjątkowego.

A jak jest z twitterem? 1000 obserwujących? Świetnie, w końcu tutaj wpis pojawia się każdemu, kto nas śledzi, a nie według jakiegoś algorytmu! Poza tym przecież większość tych osób będzie zainteresowana dodawanymi przez nas linkami (jeśli oczywiście nie dodajemy kilkunastu bezużytecznych linków codziennie).

Prawda jest jak zwykle brutalna i warto sobie zdać z niej sprawę jak najszybciej. Twitter jest fajnym, nienachalnym (jeszcze?) narzędziem stworzonym do bezpośredniego kontaktu. Idealny dla sportowców, ale i kluby czy organizacje znajdą tam dla siebie miejsce.

Problem jest jednak taki, że większość osób na twitterze śledzi po kilkadziesiąt, niektórzy kilkaset, kont. Niemożliwe jest więc, aby byli w stanie przeczytać wszystko, co inni piszą. Przelatują wzrokiem i czasem zatrzymują się, jeśli coś ich naprawdę zaciekawi.

Efekt? Sprawdziłem na przykładzie swojego konta. Jeśli kliknięć w link było więcej niż 40, to można mówić o sukcesie. A facebook? Też nie jest najlepiej. Zdarzyło się, że post miał 2000 zasięgu i… 15 kliknięć. Jest jednak sposób, aby to zmienić.

Treść jest kluczem

Liczba kliknięć w link w największej mierze zależy od tego, czy poprzedzającym go tekstem zachęcimy czytelnika do dalszej lektury. W przypadku Tauron Basket Ligi napisanie „Zapowiedź 10. kolejki TBL” + link, nie większego wzbudza zainteresowania. Nawiązanie jednak do pojedynku dwóch zawodników, rywalizacji drużyn, przedstawienie jakiejś ciekawostki już tak.

Po wyciągnięciu wniosków z błędów, jakie zdarzyło mi się popełniać, zwiększyłem liczbę kliknięć kilkukrotnie.

Oczywiście są tematy, które same się sprzedają. Serwis PROBASKET piszący o plotkach związanych z transferem Marcina Gortata ma od razu ponad 1000 kliknięć w link na facebooku. Taki temat nie zdarza się jednak codziennie.

Warto też pamiętać, aby nie zachowywać się jak tabloid i nie zniechęcać do siebie Czytelników. Treść wzbudzająca zainteresowanie sprawi, że ludzie do nas wrócą, może polecą innym. Naciągane tytuły, manipulacja i szukanie sensacji jest bardzo krótkowzroczne.

Zainteresowany artykułami na PRsportowy.pl? Poznaj newsletter PR Sportowy!

Dodaj komentarz

Przejdź do paska narzędzi